sobota, 8 kwietnia 2017

Daniel Boone (Daniel Boone, Trail Blazer) - 1956r.

W bliżej nieokreślonej przyszłości mam zamiar napisać co nieco o ekranizacjach powieści Jamesa Fenimore'a Coopera, ale zanim to zrobię wypadałoby przybliżyć postać Daniela Boone'a – czyli prawdziwego amerykańskiego pioniera, którego przygody zainspirowały pisarza do wymyślenia postaci Nathaniela Bumppo, znanego lepiej pod indiańskim imieniem Sokole Oko. Zrobię to na przykładzie filmu z 1956r. pod tytułem Daniel Boone (Daniel Boone, Trail Blazer.) w reżyserii Alberta C. Gannawaya i Ismaela Rodrigueza, ale to za chwilę.
         Zanim powiem o filmie chciałbym napisać kilka słów o samym Boonie. Żeby wyobrazić sobie jak ważna jest to postać dla podboju dziekiego zachodu, należałoby się cofnąć w czasie i zastanowić, dlaczego Amerykanie rozpoczęli marsz na zachód dopiero na początku dziewiętnastego wieku, a nie dwieście lat wcześniej, czyli od razu po założeniu pierwszych kolonii i ustanowieniu pierwszych prowincji? (abstrahując od tego, że jeszcze wtedy nie byli Amerykanami tylko Anglikami). Odpowiedź na to pytanie znajdziemy, analizując sytuację geopolityczną pierwszych trzynastu kolonii.
        Po tym jak Anglicy stali się właścicielami wszystkich prowincji między Georgią na południu a Nową Anglią na północy ich sytuacja wyglądała następująco. Nie mogli iść na wschód, bo tam był Atlantyk. Nie mogli iść na południe, bo tam były włości hiszpańskie (dzisiejsze stany Floryda i Alabama). Nie mogli iść na północ, bo tam były tereny francuskie (Kanada). I wreszcie nie mogli iść na zachód, bo na przeszkodzie stała naturalna bariera w postaci rozciągających się równolegle do wybrzeża oceanu Apallachów. Na przygotowanej przeze mnie mapce możemy zobaczyć jak góry (na brązowo) zamykają kolonistów w wąskim skrawku Niziny Atlantyckiej. Po Wojnie Siedmioletniej oraz po ogłoszeniu deklaracji niepodległości przez USA sytuacja geopolityczna zmieniła się o tyle, że na północy, w Kanadzie, zamiast Francuzów urzędowali wrogo nastawieni do Amerykanów Anglicy. Żeby więc iść na zachód potrzebne były drogi, by dało się przejechać konno, a najlepiej wozami. Tymczasem przez Apallachy ledwo dało się przejść pieszo (potrafili to tylko Indianie, mieszkający w tych górach od zawsze). Pierwszym białym, który znalazł przejście z Wirginii do Kentucky, był właśnie Daniel Boone. Mało tego, w 1775r na czele trzydziestu drwali wyrąbał w Przełęczy Cumberland szlak, który nazwano Dziką Drogą i którym wreszcie mogły pojechać wozy osadnicze, co doprowadziło do założenia pierwszej na zachód od Apallachów amerykańskiej osady – Boonesborough. Rok później wybuchła wojna o niepodległość.
        I właśnie w tamtym okresie dzieje się akcja filmu. Boone jest już legendą pogranicza, a Boonesborough zmaga się z atakami Indian i sprzymierzonych z nimi Anglików. Film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach i obrazuje najciekawszy okres w życiorysie D. Boone'a i jego rodziny. A chyba najsłynniejszą ich przygodą była zasadzka Indian na wozy, którymi jechała córka trapera Jemima oraz dwie inne nastolatki: Betsey i Fanny Callaway. Dziewczynki zostały porwane przez Szaunisów i uprowadzone w stronę wiosek w Ohio (Indianie mieli w zwyczaju porywać kobiety i dzieci w celach adopcyjnych). Boone stanął na czele grupy pościgowej, która po dwóch dniach dopadła Indian i uwolniła dziewczynki. Ten głośny incydent zainspirował Jamesa F. Coopera do napisania Ostatniego Mohikanina, gdzie córki pionierów zastąpił córkami angielskiego pułkownika Munro, a akcję, zamiast Rewolucji, umiejscowił w czasie Wojny Siedmioletniej.
         Pewnie już trochę wyczuliście, że nie bardzo mi się chce pisać o samym filmie, co? To prawda, niektóre filmy są dla mnie tylko pretekstem do pisania o istotnych wydarzeniach z historii podboju Ameryki. Zresztą, filmy oparte na prawdziwych postaciach i wydarzeniach mają zwykle to do siebie, że te wydarzenia same w sobie są o wiele ciekawsze niż zrobione na ich podstawie ekranizacje. Tym niemniej Daniel Boone to ciekawy western, choć raczej należałoby określić go filmem przygodowym, bo były to czasy, gdy nie używano jeszcze Winchesterów tylko nabijane od lufy długie karabiny (Pennsylvania Riffle). Reżyserzy starali się wykreować romantyczną atmosferę tamtych czasów na podobieństwo J. F. Coopera lub Karola Maya. Nie spodoba się to więc fanom naturalizmu w stylu Zjawy, ale na pewno przypadnie do gustu każdemu, kto cierpi na niedobór książek i filmów umiejscowionych na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku w Ameryce Północnej.

         To nie jest jedyny film o przygodach Daniela Boone'a, bo już wcześniej nakręcono kilka, jak choćby ten z 1936r. z Georgem O'Brienem albo z 1950r. z Davidem Brucem czy późniejszy serial z lat sześćdziesiątych z Fessem Parkerem. Tym niemniej omawiany tu film z 1956r. z Brucem Bennettem w roli tytułowego trapera wydaje się odpowiedni do pierwszego kontaktu z tą barwną postacią pogranicza.

4 komentarze:

Mariusz pisze...

Do obejrzenia filmu nie zachęciłeś, ale przyznaję, że to co napisałeś to bardzo ciekawa lekcja historii ;-)

Andrzej Baku Baku pisze...

No tak, zdecydowanie jest to ciekawy wycinek z historii, a co do samego filmu - no wiadome, każdy czego innego szuka, więc nie ma co na siłę zachęcać do oglądania ;).

Mariusz pisze...

Nie wiem, czy posiadasz telewizor, ale informuję, że dzisiaj na kanale TVP Kultura o godz. 16:30 będzie można zobaczyć niezbyt znany film Johna Forda "Słońce świeci jasno" (1953). Jako miłośnik Forda być może widziałeś ten film, ale ja przyznaję, że nigdy nawet o nim nie słyszałem. A na filmwebie nie ma nawet polskiego tytułu.

Andrzej Baku Baku pisze...

Posiadam telewizor, choć czasem trudno mi przeforsować oglądanie niektórych filmów :P
Dzięki za cynk.

Prześlij komentarz