poniedziałek, 6 marca 2017

Poświęcenie Białego Jelenia (White Fawn's Devotion) - 1910r.

Najstarszym zachowanym po dziś dzień westernem nakręconym przez rdzennych mieszkańców Ameryki jest Poświęcenie Białego Jelenia (White Fawn’s Devotion: A Play Acted by a Tribe of Red Indians in America). Film powstał w 1910r. a wyreżyserował go James Young Deer – twórca wywodzący się z ludu Nanticoke z Delaware, choć, biorąc pod uwagę niewielką ilość źródeł, nie mam pewności co do jego rzeczywistego pochodzenia. Tytułową rolę w filmie zagrała żona reżysera – Indianka ze szczepu Winnebago z Nebraski – o imieniu Lillian St. Cyr, lepiej znana ze scenicznego pseudonimu Princess Red Wing (lub po prostu Red Wing). Ta para filmowców w latach 10’tych dwudziestego wieku była najbardziej wpływową w Hollywood dwójką rdzennych mieszkańców USA, a podjęcie przez nich współpracy z francuską wytwórnią Pathe zaowocowało serią kilkudziesięciu westernów.
         Film opowiada historię osadnika mieszkającego z indiańską żoną o imieniu Biały Jeleń i synem (albo córką – nie jest to wyjaśnione) gdzieś na dzikim zachodzie. Pewnego dnia przychodzi wiadomość z Londynu o tym, że główny bohater odziedziczył majątek. Ale szczęście spadkobiercy nie udziela się jego żonie, która obawia się wyjazdu z rodzinnych stron. Lęk przed podróżą na wschód i ewentualną utratą męża sprawia, że kobieta podejmuje decyzję o samobójstwie i wbija sobie nóż w pierś. Gdy dziecko wraca znad rzeki do domu i dostrzega ojca nad ciałem umierającej matki, niesłusznie bierze go za mordercę. Zawiadamia brata zmarłej – wodza miejscowego plemienia Indian. Rozpoczyna się pościg za rzekomym zabójcą…
         Film warto obejrzeć choćby w ramach ciekawostki. Można też pobawić się w detektywa i na podstawie szczątkowych danych wywnioskować pewne szczegóły. Np. list zaadresowany jest na 'Pine Ridge Dakota'. Najwyraźniej akcja dzieje się w południowo-zachodniej Dakocie Południowej, gdzie obecnie znajduje się wielki rezerwat Siuxów. Zastanawiające jest, dlaczego Indianie biegną pieszo, goniąc uciekającego konno zabójcę? Czyżby budżet filmu nie przewidział tylu koni? A może wśród tamtejszych Indian jazda konna nie była popularna? Każdy, kto ma w biblioteczce Ostatnią Walkę Dakotów Alfreda Szklarskiego, pamięta tę ciemną okładkę z jadącym konno indiańskim wodzem. No więc jak to z tymi końmi było?

         W swoich czasach Poświęcenie Białego Jelenia zebrało niezłe recenzje. Szczególnie kwestie Indiańskie są w tym filmie na wysokim poziomie, co nie powinno dziwić, skoro autorami są Indianie. Nie obeszło się też bez krytyki – wypominano niezbyt realistyczną scenografię otoczenia, opartą na kadrach z New Jersey. Jest to oczywiście film czarno-biały i niemy. Można więc podpatrzeć jak mimika i gestykulacja zastępowały w tamtej epoce dźwięki i słowa. Można też docenić fakt, że w Poświęceniu Indian grają prawdziwi Indianie, co w filmach z pierwszej połowy dwudziestego wieku nie było tak oczywiste. Jeśli ktoś nie dzierży starego kina to w ramach zachęty dodam, że jest to krótki metraż o długości jedenastu minut. No tyle chyba można poświęcić dla 107’letniej perełki opowiadającej o ciężkich relacjach białych osadników z Indianami?
        Poniżej wklejam link Wikipedii, gdzie można obejrzeć film:

https://pl.wikipedia.org/wiki/White_Fawn%E2%80%99s_Devotion


2 komentarze:

Mariusz pisze...

Wow, ale starocie ;) No ale obejrzałem, znalazłem te 11 minut wolnego czasu. Fajna ciekawostka. Nawet nie wiedziałem, że Indianie kręcili filmy :)

Andrzej Baku Baku pisze...

Tak, Indianie kręcili filmy i w tych filmach kwestie indiańskie częstokroć ukazywane były w o wiele poważniejszy sposób, niż jeszcze kilka dekad później u klasyków. To tacy dziadkowie antywesternu :D

Prześlij komentarz